Nie chodzę na siłownię. Wydawanie 150 złotych miesięcznie na karnet, z którego bym korzystała dwa razy w miesiącu, to bez sensu. Zamiast tego ćwiczę w domu - i wcale nie mam fancy sprzętu.

Zaczęłam od YouTuba. Szukałam "trening dla początkujących 20 minut" i próbowałam różnych kanałów. Połowa była za trudna, ćwierć za łatwa. W końcu znalazłam kilka treningów, które były na moim poziomie - pięć ćwiczeń, każde po 40 sekund, trzy rundy. Razem z przerwami: 25 minut.

Mój sprzęt

Mata do ćwiczeń z Decathlonu - 35 złotych. Dwie butelki wody po 1,5 litra jako obciążniki. Krzesło z kuchni do trójgłowów. To wszystko. Później kupiłam gumę oporową za 20 złotych, ale szczerze? Używam jej raz na jakiś czas.

Jak to wygląda

Ćwiczę trzy razy w tygodniu, rano przed pracą. Wtorek, czwartek, sobota. 6:15, włączam film, robię. Trwa pół godziny z rozgrzewką. Nie myślę, nie kombinuję - po prostu odpalam i robię.

Efekty? Po dwóch miesiącach mogłam zrobić 10 pompek na kolanach bez przerwy. Na początku były trzy. Brzuch bardziej napięty, plecy mniej bolą przy siedzeniu.

Najważniejsze: nie potrzebujesz dużo. Potrzebujesz konsekwencji. Ja miałam plan i się go trzymałam, nawet jak nie miałam ochoty.